Fala

Fala, rzecz o kontrkulturze 偶o艂nierskiej z dorzecza Wis艂y 鈥 naukowa (opatrzona przypisami), acz przyst臋pnie napisana (wesp贸艂 z autorow膮) ksi膮偶ka o koszmarnym fenomenie, do niedawna b臋d膮cym zmor膮 polskiej armii, kt贸rej (ksi膮偶ki, nie fali) warstw臋 merytoryczn膮 tworzy praca magisterska (obroniona pod kierunkiem prof. Czes艂awa Robotyckiego) Janiny R贸偶y Wollny, za艣 wsp贸艂autor jest winowajc膮 (opartych na w艂asnych do艣wiadczeniach) nienaukowych przerywnik贸w w rodzaju tego:

Przerywnik IV

z kt贸rego wynika, 偶e nawet do 偶ycia w wojsku mo偶na si臋 przystosowa膰

Wojsko najch臋tniej ujednolici艂oby wszystko i wszystkich. Wszelkie odst臋pstwa od szczeg贸艂owych norm podanych w regulaminach s膮 niemile widziane. St膮d niepisane 偶o艂nierskie porzekad艂o: 鈥瀋hujowo, ale jednakowo鈥.

W wojsku nawet wzrost najlepiej by艂o mie膰 艣redni. Nie cieszyli si臋 sympati膮 dr膮gale czyli wyciory, ani te偶 konusy zwane taboretami. Cho膰by dlatego, 偶e ci pierwsi w marszu za bardzo wyci膮gali nogi, a drudzy nie nad膮偶ali, co zw艂aszcza podczas parad i defilad wygl膮da艂o komicznie i razi艂o wyczulone oko zawodowych mi艂o艣nik贸w musztry.

– Aaaa! 鈥 g艂os szefa kompanii, gdy otworzy艂 szaf臋 i ujrza艂 skulonego w niej Marka, zabrzmia艂 niewymown膮 satysfakcj膮. 鈥 Ciekaw jestem, jak mi, kurwa, podchor膮偶y, wyt艂umaczycie sw膮 obecno艣膰 w szafie?

Skurczony Marek wype艂z艂 z mebla, rozwin膮艂 swoje 2 m wzrostu i przybra艂 postaw臋 z grubsza przypominaj膮c膮 zasadnicz膮. Troch臋 mia艂 z tym k艂opotu, gdy偶 w cywilu by艂 inwalid膮, bodaj drugiej grupy. Z urazem kr臋gos艂upa tak powa偶nym, 偶e stale nosi艂 gorset usztywniaj膮cy i nawet porz膮dnie umy膰 si臋 nie m贸g艂 samodzielnie. Komisja wojskowa uzna艂a jednak, i偶 jest zdolny do wype艂niania zaszczytnego obowi膮zku wobec Ludowej Ojczyzny.

– Melduj臋, obywatelu sier偶ancie, 偶e krawat do munduru wyj艣ciowego mi si臋 zapodzia艂 i w艂a艣nie go szuka艂em…

– Akurat teraz, gdy reszta trampkarzy zapieprza na rejonach? 鈥 ironizowa艂 sier偶ant. 鈥 Jaja sobie ze mnie robicie, podchor膮偶y?! Biegusiem na rejony! A za zgubiony krawat te偶 si臋 porachujemy.

Ca艂y czas si臋 modli艂em, 偶eby sier偶ant nie zamkn膮艂 drzwi szafy, kt贸re tak znakomicie mnie ukrywa艂y, wci艣ni臋tego mi臋dzy mebel, a za艂om 艣ciany. Ale nie, sier偶ant zapomnia艂 to zleci膰 Markowi, a sam nie chcia艂 nadwer臋偶a膰 swojej podoficerskiej godno艣ci.

Odczeka艂em, a偶 ucich艂y ich koki na korytarzu, po czym wysun膮艂em si臋 ze swojej kryj贸wki, wlaz艂em do szafy, przymkn膮艂em za sob膮 drzwi i u艂o偶y艂em si臋 wygodnie do drzemki. Zd膮偶y艂em jeszcze pomy艣le膰, jak dobrze by膰 w sam raz takiej budowy, aby zmie艣ci膰 si臋 w k膮cie przy szafie.

Prawdopodobie艅stwo, 偶e sier偶ant jeszcze raz robi obch贸d, by艂o znikome.

*

Jednym z kluczowych termin贸w w wojsku by艂o poj臋cie sztuki. 鈥濻ztuka鈥 w armii oznacza艂a prac臋 wykonan膮 jak najmniejszym nak艂adem si艂, a mimo to maj膮c膮 poz贸r dobrej roboty. Podobne znaczenie mia艂o 鈥瀖askowanie鈥.

Ca艂y teren wok贸艂 szko艂y podzielono na rejony do sprz膮tania. Za pierwszym razem rozprowadza艂 nas osobi艣cie nasz porucznik. W odr贸偶nieniu od starszej kadry by艂 to wzorowy produkt akademii wojskowej. Zawsze wymuskany, powa偶nie traktuj膮cy swe obowi膮zki, nie u偶ywaj膮cy s艂贸w w cywilu uznawanych za wulgarne, ambitny s艂u偶bista.

Jak zwykle by艂em na ostatku.

– No, podchor膮偶y 鈥 rzek艂 porucznik, z niesmakiem obrzucaj膮c m贸j 偶o艂nierski wygl膮d, ur膮gaj膮cy jego poczuciu wojskowej estetyki. 鈥 Dla was mam co艣 extra.

Zaci膮gn膮艂 mnie za w臋gie艂, gdzie le偶a艂a sterta gruzu z jakiej艣 rozbi贸rki, na oko dobra tona martwej wagi.

– Do obiadu macie to usun膮膰.

– A gdzie znajd臋 taczki i 艂opat臋, obywatelu poruczniku?

– Taczki i 艂opata?! Wy, podchor膮偶y, wci膮偶 rozumujecie cywilnymi kategoriami. Ja od pocz膮tku przyuwa偶y艂em, 偶e z was 偶o艂nierz nie b臋dzie. No, ale teraz macie szans臋 si臋 wykaza膰. Cho膰 raz spr贸bujcie pomy艣le膰 po 偶o艂niersku. Koniec dyskusji, wykona膰!

Ledwo znikn膮艂, zapali艂em fajk臋 (znaczy: papierosa) i zaduma艂em si臋 ponuro. Je艣li mia艂bym w r臋kach d藕wiga膰 od艂amki cegie艂 do oddalonego o p贸艂 kilometra 艣mietnika, nie wyrobi臋 si臋 nawet do kolacji. A co z resztkami zaprawy? Mam j膮 przenie艣膰 w kieszeniach? A poza tym gruzu nie wolno by艂o 艂adowa膰 do kub艂贸w na 艣mieci, o czym informowa艂a stosowna tabliczka. I co w tej sytuacji, do jasnej cholery, mam zrobi膰? Rzuci艂em peta i wbi艂em go obcasem w ziemi臋 z tak膮 si艂膮, jakby tam le偶a艂 sam porucznik. Skurczybyk mia艂 racj臋, rozumuj膮c cywilnymi kategoriami nigdy nie uporam si臋 z t膮 robot膮…

Zauwa偶y艂em go w ostatniej chwili i poderwa艂em si臋 z wygodnego legowiska w trawie.

– No, jak tam, podchor膮偶y, zadanie wykonane? 鈥 spyta艂 podejrzliwie i z uwag膮 j膮艂 si臋 przypatrywa膰 gustownemu klombowi pod murem.

Spogl膮da艂em w to samo miejsce z poczuciem uzasadnionej dumy. Ostatecznie sporo wysi艂ku kosztowa艂o mnie oberwanie ga艂臋zi z pobliskich krzak贸w i przybranie nimi kupy gruzu tak, aby przypomina艂a kszta艂tn膮 oaz臋 zielono艣ci. Nie, 偶ebym by艂 chwalipi臋t膮, ale efekt doprawdy by艂 znakomity. Z niejak膮 obaw膮 obr贸ci艂em wzrok na porucznika, bo jednak by艂 to kawa艂 s艂u偶bisty. A nu偶 nie doceni mojej 偶o艂nierskiej pomys艂owo艣ci?

Doceni艂. Na usta wype艂z艂 mu u艣mieszek.

– No, podchor膮偶y 鈥 rzek艂 cieplejszym ni偶 zwykle tonem. 鈥 Mo偶e jednak b臋d膮 z was jeszcze ludzie. A teraz marsz na zbi贸rk臋!

– Panie poruczniku 鈥 o艣mielony wtr膮ci艂em z poczucia obowi膮zku. 鈥 Do jutra to wszystko zwi臋dnie…

– Tym si臋 nie martwcie 鈥 odpar艂. 鈥 Od jutra rejony przejmuje I kompania.

*

Panika to s艂owo, kt贸re zawodowych wojskowych przyprawia艂o o nerwowe kurcze, nie偶yt 偶o艂膮dka i stany przedzawa艂owe. 鈥濸anika鈥 w wojsku oznacza艂a bowiem niezapowiedzian膮 inspekcj臋, kt贸rej termin by艂 znany co najmniej tydzie艅 naprz贸d. 鈥濧le prawdziwa panika jest przed przyjazdem paniki. Rzeczy, kt贸rych nie da艂o si臋 za艂atwi膰 miesi膮cami, nagle za艂atwia si臋 w jedn膮 godzin臋. 呕ony szef贸w kompanii szyj膮 bia艂o-czerwone opaski dla dy偶urnych, je艣li ich nie ma w magazynie. Po raz kolejny maluje si臋 na bia艂o kraw臋偶niki, a papier toaletowy zast臋puje poci臋tego na paski 呕o艂nierza Wolno艣ci鈥11.

Od tygodnia w szkole panowa艂 bajzel nie do opisania, gdy偶 wybiera艂 si臋 do nas z niezapowiedzian膮 wizyt膮 sam Genera艂 z Warszawy. Szcz臋艣liwie jesie艅 mia艂a si臋 ku schy艂kowi i nie musieli艣my obiera膰 drzew z li艣ci, same opad艂y. Ale i tak roboty nie brakowa艂o.

Nasz porucznik zintensyfikowa艂 膰wiczenia, gdy偶 generalska inspekcja zawiesza艂a chwilowo zasady zdrowej wewn臋trznej rywalizacji na rzecz prawdziwego wsp贸艂zawodnictwa mi臋dzy pododdzia艂ami i porucznik w臋szy艂 szans臋 na wykazanie si臋. W tej sytuacji wprost nie mia艂em sumienia poinformowa膰 go, 偶e rano, podczas zaj臋膰 z taktyki, wyla艂 mi si臋 w kieszeni czerwony mazak i paradowa艂em z wielk膮 krwaw膮 plam膮 na udzie. Ale porucznik sam j膮 wypatrzy艂, tak bardzo rzuca艂a si臋 w oczy.

– O nie! 鈥 j臋kn膮艂 z um臋czon膮 min膮. 鈥 I to znowu wy, podchor膮偶y… Nie mam ju偶 do was si艂y. Id藕cie do szefa kompanii, niech wam wyda nowe spodnie.

– Ju偶 by艂em, obywatelu poruczniku 鈥 rzek艂em markotnie. 鈥 Przekopali艣my ca艂y magazyn. Nie ma spodni na stanie.

– No to zr贸bcie co艣 z t膮 plam膮! Wytnijcie j膮, wyhaftujcie, zamalujcie, tylko, na mi艂o艣膰 bosk膮, niech tak nie szczypie w oczy!

Zamalowa艂em plam臋 zielonym mazakiem. Z daleka jeszcze jako艣 usz艂a, ale z bliska wygl膮da艂a nawet gorzej ni偶 wprz贸dy.

Tymczasem Genera艂 z Warszawy zapragn膮艂 obejrze膰 nasze popisy strzeleckie. Na wszelki wypadek nie wydano nam ostrej amunicji. Mieli艣my strzela膰 na symulatorze. Prawdziwymi karabinami do prawdziwej tarczy, ale bez naboi. Jednak monitor umieszczony za naszymi plecami i sprz臋偶ony z odpowiednimi przyrz膮dami, bezwzgl臋dnie ukazywa艂 celno艣膰 naszych 鈥瀞trza艂贸w鈥.

Popisy koleg贸w z I kompanii wprawi艂y Genera艂a w stan wzburzenia. Ukoi艂o go nieco objechanie grubymi s艂owy zast臋pcy dow贸dcy naszej szko艂y, pu艂kownika, kt贸rego jedyn膮 win膮 by艂 wygl膮d i maniery przypominaj膮ce angielskiego d偶entelmena starej daty.

Jak zwykle poszed艂em strzela膰 w ostatniej parze. Genera艂 by艂 mocno znudzony, zawodami przejmowali si臋 ju偶 tylko nasi bezpo艣redni prze艂o偶eni.

– Dobrze jest 鈥 szepn膮艂 cicho do naszego porucznika jego kolega, dow贸dca 2-go plutonu. 鈥 I kompania prowadzi nieznacznie, mamy szans臋 ich wyprzedzi膰, je艣li tylko ci tutaj nie zapieprz膮.

– Zapieprz膮 鈥 odszepn膮艂 nasz porucznik zrezygnowanym tonem. 鈥 To najwi臋ksze 艂ajzy w moim plutonie.

Nie przej膮艂em si臋 tym bezwstydnym brakiem zaufania, bo by艂em zbyt zaj臋ty ukryciem plamy, 偶eby nie wybi艂a oka Genera艂owi. W rezultacie przybra艂em najpokraczniejsz膮 z mo偶liwych postaw臋 strzeleck膮. M贸j kolega szybko odda艂 swoje pi臋膰 strza艂贸w i opu艣ci艂 strzelnic臋, ale mnie si臋 nie spieszy艂o. Sko艅czywszy, odmeldowa艂em si臋 w miar臋 poprawnie i rakiem, zas艂aniaj膮c nieszcz臋sn膮 plam臋, wycofa艂em na zewn膮trz.

Ju偶 po inspekcji porucznik wywo艂a艂 mnie przed szereg.

– Podchor膮偶y 鈥 rzek艂 uroczy艣cie. 鈥 W nagrod臋 za bezb艂臋dne strzelanie otrzymujecie trzy dni urlopu!

– Ku chwale Ojczyzny, obywatelu poruczniku! 鈥 wrzasn膮艂em.

– Nie cieszcie si臋 tak 鈥 zgasi艂 mnie. 鈥 Podzi臋kujcie Genera艂owi, bo ja bym wam ch臋tnie wlepi艂 ZOMZ12 . Za t臋 ohydn膮 plam臋. Wst膮p!

Gdy maszerowali艣my do koszar zauwa偶y艂em, 偶e nasz porucznik i jego kolega z 2-go plutonu po raz pierwszy nie id膮 razem.

– To przez ciebie 鈥 wyja艣ni艂 mi m贸j kolega. 鈥 Tamten uwa偶a, 偶e nasz porucznik zrobi艂 go w konia. Ma w plutonie snajpera, nie pu艣ci艂 o tym pary z g臋by, no i zebra艂 pochwa艂y od samego Genera艂a z Warszawy.

Tak to jest w wojsku. Nigdy wszystkim nie dogodzisz.

UWAGA DLA ZAINTERESOWANYCH: Jeden rozdzia艂 Fali, S艂u偶ba wojskowa jako inicjacja, doczeka艂 si臋 publikacji w pi艣mie Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie 鈥濳onspekt鈥, nr 2/2011 (39).

Komentowanie wy艂膮czone